wtorek, 21 lipca 2015

ROZDZIAŁ PIERWSZY

  Każdy przeciętny człowiek żyje według pewnych schematów, nie da się tego ukryć. Rodzimy się, uczymy się chodzić, mówić, trafiamy do szkoły, później na coraz wyższe etapy kształcenia, aż w końcu kończymy edukację, szukamy pracę, zakładamy rodzinę. To jasne, że owy schemat nie dotyczy każdego człowieka. Każdy ma swój plan na życie, stąd wynika nasza oryginalność.
  Dzisiejszego dnia kończyłam pewien etap w moim życiu.  Ostatni egzamin, i jakże ważny- z przedsiębiorczości, miałam w końcu za sobą. Koniec szkoły, koniec egzaminów, a co najważniejsze koniec stresu!
- Jak ci poszło?- Na murku przy schodach siedział Aaron, który z niecierpliwością czekał na moje pierwsze słowo.
- Nie wiem, nie było tak źle, ale wiesz, nie chcę zapeszać. Najważniejsze, że to już koniec.- Odsapnęłam ciężko, jakbym przebiegła londyński maraton.
- To dopiero początek, kochana! Teraz to się dopiero stres zacznie: wyniki, rekrutacja, listy przyjętych.
- Dzięki, Ramsey! Nie każdy ma tak gładko ułożoną ścieżkę, jak ty.- Westchnęłam, czując, że go tym uraziłam.
Ale taka jest prawda. Ramsey to typowy sportowiec. Z początku trenował rugby- tak jak większość Walijczyków, po kilku latach przeniósł się na piłkę nożną i zrozumiał, że to ona zapewni mu przyszłość. Długo nie musiał czekać , już w wieku 16 lat zasilił skład Cardiff City a teraz.. Arsene Wenger dosłownie wypruwał sobie żyły, aby Aaron przeszedł do Arsenalu Londyn. Zabrał całą rodzinę Ramsey’ów na weekend do Szwajcarii, by skrupulatnie przedstawić  plan kontraktu.  Pamiętam jaki był szczęśliwy, kiedy wrócił do Walii z tym cennym papierkiem w kieszeni. Ogromnie mu tego zazdrościłam, w tak młodym wieku karierę miał prawie gwarantowaną, musiał się tylko odnaleźć w tak solidnym składzie.
- Mylisz się. Również się boję. Chcę dać swoją część siebie do tego zespołu, chcę się wybić, a nawet nie zdajesz sobie sprawy, że  jest to szalenie trudne, zawodnicy z górnej półki, zgrany zespół.
- Faktycznie, przepraszam. Jednak trener bardzo ciebie potrzebuje, więc na pewno ma większe plany wobec twojej osoby, niż posadzenie cię na ławce rezerwowych.- Dodałam .
Aaron nie odpowiedział. Ruszyliśmy w stronę centrum, by usiąść gdzieś na ławce, zjeść loda, wypić mrożoną kawę. Musieliśmy zaplanować kilka najbliższych dni, gdyż Aaron był moim najlepszym przyjacielem od czasów dzieciństwa i nie wypadałoby, gdyby nasze drogi rozeszły się tak bez większego pożegnania.
Po drodze natknęliśmy się na nowo- otwartą kawiarnię, gdzie postanowiliśmy się zatrzymać. Na zewnątrz poustawiane były niewielkie okrągłe stoliki i bardzo wygodne fotele, dlatego też mogliśmy delektować się wspaniałą słoneczną pogodą. Zamówiliśmy po mrożonej kawie i  ogromnym pucharku wielosmakowych lodów, a co! W końcu raz na jakiś czas można sobie pozwolić na małe co nieco.
-Co byś planowała zorganizować w tym tygodniu? Jakaś impreza? Ogrodowe przyjęcie?- W końcu po minutach ciszy, Aaron rozpoczął konwersację.
Zrobiło mi się bardzo smutno.  Myśl, że został nam tylko tydzień bardzo  zabolała. Przez te 15 lat ogromnie się ze sobą zżyliśmy, dlatego ta rozłąka jest dla mnie taka trudna. Mogłam wybrać sobie na studia Londyn, a nie Dortmund, no ale tam znajduje się ceniony uniwersytet techniczny.

Rozwijaj się! Z Aaronem jeszcze nie raz się spotkasz, zobaczysz! W dzisiejszych czasach wszędzie się można komunikować.
Zawsze myślisz racjonalnie..
Bo jestem twoją mądrą główką, skarbie.

- W sumie to nie wiem. Nie chcę jakichś przeludnionych spotkań, poza tym czeka nas jeszcze bal w mojej szkole. Najlepiej jakbyśmy sobie sami poimprezowali, tak wiesz, w naszym stylu. Trochę zawieje wiejskimi klimatami, trochę zwiedzania Caerphilly- w końcu opuszczamy to przecudne miasto, może jakiś koncert, o ile będzie kasa.
Byliśmy oryginalni na swój sposób.  Nie wstydziliśmy się siebie i nic nie było nam obce. Nie chciałam się lansować, jak typowe dziewczyny w moim wieku: pieniądze, pełny makijaż, dziary, wykwintne restauracje, idealne zdjęcia, zakupy i te sprawy.  Owszem, zdjęcia uwielbiam robić i na pewno teraz ich nie zabraknie, ale zależy mi głównie na ujęciu chwili, aby móc z uśmiechem na twarzy wspomnieć daną sytuację, zaśmiać się- jeśli jest ona zabawna, uronić łzę -jeśli smutna.
- A widzisz. Jeśli chodzi o ilość osób to się z tobą w pełni zgadzam. Dobrze, że powiedziałaś mi o swoich propozycjach. Jedna z twoich na pewno się spełni.- Uśmiechnął się ciepło i wręczył mi podłużną kopertę.
- O matko. Zaczynam się bać.- Z dozą przerażenia spojrzałam na jego rozpromienioną twarz.
Setki pytań przeszły przez moją głowę w ciągu tych  kilku sekund, kiedy chwyciłam kopertę i próbowałam wyjąć jej zawartość. Kiedy zauważyłam, że są to bilety na koncert, w dodatku na nasz ulubiony zespół Coldplay, to po prostu zaczęłam piszczeć na cały głos, jak dziecko kiedy dostaje ulubioną zabawkę.
Wiedzieliśmy już kilka miesięcy temu, że będzie koncert Coldplay’a u nas w Caerphilly. Ogromnie chcieliśmy iść, ale niestety wszystkie bilety zostały wyprzedane.
- Aaron! Nie wierzę! Jak je zdobyłeś?!- Mój ton głosu się nie zmieniał, dalej byłam rozpromienioną piszczałką, bliską płaczu z tego szczęścia.
- Ma się kontakty.- Zrobił nonszalancki uśmiech. – Nie no, po prostu. Przeglądałem sobie Myspace i ktoś wrzucił post, że ma do sprzedania dwa bilety na koncert. Bez wahania napisałem, że chcę je odkupić.
- Jesteś cudowny!- Posłałam mu całusa, a chwilę później wstałam, by mocno go przytulić.
-No, to jeden dzień mamy już z głowy.- Uśmiechnął się.
Jeden z niewielu. Ta myśl nie dawała mi spokoju, choć wiedziałam, że odwrotu już nie ma. Ogromnie zależało nam na naszej karierze, dlatego też musieliśmy porzucić marzenia o mieszkaniu blisko siebie.

- Będzie ciężko i to bardzo.- Westchnęłam, roniąc dyskretną łzę prosto w pucharek idealnie ułożonych gałek lodów.